Nikt na mnie nie stawiał w mistrzostwach kraju, podobnie jak w Bogorii Grodzisk Mazowiecki – przyznał mistrz Polski w tenisie stołowymArtur Daniel. W drodze po tytuł w Ostródzie pokonał wyżej notowanych – od ćwierćfinału do finału – Jakuba Kosowskiego, Lucjana Błaszczyka i Wang Zeng Yi.
Sensacją była półfinałowa wygrana z Błaszczykiem, który prowadził już 3:0 w setach.
Artur Daniel: Ale on nie jest robotem, Lucjana też można pokonać. Poza tym to człowiek grający pod wielką presją. A w naszej dyscyplinie sportu 60 procent powodzenia zależy od „głowy”. Nie oszukujmy się, każdy z nas potrafi odbijać piłeczkę na niezłym poziomie, jednak to nie jest decydujące. Z dobrze pracującą głową w beznadziejnej sytuacji można zwyciężyć króla. I tego dokonałem.
Nikt nie upatrywał Pana w roli faworyta.
A.D.: Wiem, bo nie było ku temu podstaw. Wcześniej tylko dwukrotnie kwalifikowałem się do ćwierćfinału MP i na tym etapie rozgrywek odpadałem. Nikt na mnie nie stawiał też w Bogorii Grodzisk Mazowiecki, której barwy reprezentuję od czterech sezonów. Dlatego zmieniam klub.
Może po zdobyciu mistrzostwa Polski zmieni pan zdanie?
A.D.: Nie, to już postanowione. Przykro, że tak musi się stać, ale co mam zrobić, jeśli pracodawca wątpi w moje umiejętności.
Zadebiutuje pan w Lidze Mistrzów? Przed Bogorią rewanżowy mecz ćwierćfinałowy z niemieckim Ochsenhausen.
A.D.: W europejskich rozgrywkach jestem rezerwowym i pewnie tak pozostanie. Nie będę rozczarowany, jeśli nie zagram i tym razem. We wcześniejszych meczach zasiadałem na ławce rezerwowych tylko w Grodzisku, a na spotkania za granicę nawet nie byłem zabierany. Nie czuję się częścią Bogorii w Lidze Mistrzów, ponieważ występowałem jedynie w polskiej ekstraklasie.
Wyjścia nie ma selekcjoner reprezentacji Tomasz Krzeszewski, który zapowiedział powołanie pana na mistrzostwa świata do Jokohamy.
A.D.: Byłbym rozczarowany, gdybym teraz nie otrzymał szansy gry w kadrze. Wcześniej przez lata byłem pomijany, także jako kadet i junior. A ja nie czuję się gorszy. Ale też nie zamierzam być outsiderem i odstawać od pozostałych kadrowiczów w Japonii.
Pana pseudonim pochodzi zapewne od nazwiska. Kto pierwszy nazwał Artura Daniela „Lamą”?
A.D.: Nie pamiętam, było to dawno temu. Miałem 11 czy 12 lat temu, a miało to miejsce na obozie w Zielonej Górze.
Rozmawiał: Radosław Gielo – Polska Agencja Prasowa