Przez ostatnich kilka dni wszyscy podniecają się zwycięstwem Wojciecha Waldowskiego w wyborach na prezesa Śląskiego Związku Tenisa Stołowego. Jeden z pracowników PZTS, podległych Waldowskiemu, bardzo mu słodzi twierdząc, że ten działacz z Gliwic wygrał wybory na Śląsku w bardzo „imponującym stylu”. Ale czy tak było naprawdę?
Biorąc pod uwagę, że Waldowski otrzymał 31 głosów, spośród 54 uprawnionych będących na sali, ten wynik nie jest tak imponujący, chociaż to więcej niż 50 proc. wszystkich głosujących. Ale wszystkich uprawnionych do głosowania było117! Z czego nawet połowa nie pofatygowała się na wybory. Waldowski wygrał, ponieważ zobligował swoich działaczy do przybycia na wybory i do głosowania na niego. Co jest nie lada wyczynem. Mam tu na myśli przede wszystkim okręg gliwicki (skąd pochodzi Waldowski) i okręg jastrzębski. Gdyby wszyscy uprawnieni (117 przyp. red.) do głosowania byli na sali, wyniki byłyby prawdopodobnie inne.
Najśmieszniejsze w tym wszystkim jest to, że m.in. Wojciech Waldowski w swoim wystąpieniu do zgromadzonych działaczy mówił, że tenisowi stołowemu na Śląsku jest potrzebna młoda krew, że młodzi to przyszłość i na nich trzeba opierać zarząd. Poczym do zarządu Śląskiego Związku Tenisa Stołowego zostały wybrane osoby ze średnią wieku mniej więcej 50 lat. Faktycznie, młodzież (nie obrażając nikogo). Praktycznie poza dwiema-trzema osobami w starym zarządzie nic się nie zmieniło! Prawdopodobnie ponownie przetargi na zakup sprzętu w Śląskim Związku Tenisa Stołowego będzie wygrywać firma AGA SPORT, której właścicielem jest Wojciech Waldowski – prezes Śląskiego Związku Tenisa Stołowego.
Przykład Śląska pokazuje, że frekwencja wyborcza jest bardzo ważna. Inaczej nic się w polskim tenisie stołowym nie zmieni. Nadal będzie ta sama władza, może poza zmianami na szczycie (zobacz artykuł „Jerzy Wieczorek nowym Prezesem Polskiego Związku Tenisa Stołowego?”).
Dlatego apeluję do wszystkich uprawnionych, idźcie na wybory, dokonajcie zmian!