W ciągu pięciu lat treningów w ośrodku wiele się zdarzyło. Wygrałem w województwie, które jest dwa razy większe od Polski. Udało mi się dotrzeć na mistrzostwa juniorów. Miałem pecha, bo dwa razy zająłem dziewiąte miejsce – mówiWang Zeng Yi. Z jednym z najlepszych polskich tenisistów stołowych rozmawia Michał Jędrzejkowski z Życia Warszawy.
Kiedy się zaczęła twoja przygoda z ping-pongiem?
Wang Zeng Yi, tenisista stołowy Bogorii Grodzisk Maz.: Miałem sześć lat, gdy przyjaciel mojego taty Miao Cang Sheng zaprosił mnie na trening pingponga. Wtedy bardziej podobało mi się pływanie, ale postanowiłem spróbować. Miałem nosa, bo już po pierwszym treningu wiedziałem, co chcę robić w życiu. Doszedłem do wniosku, że pływanie jest strasznie nudne. Bez wahania wybrałem tenis. Po siedmiu latach grania amatorskiego zająłeś się tym naprawdę na poważnie. Dostałem zaproszenie od innego trenera. Liu Yong Xiang widział, że mam talent. Wylądowałem w ośrodku sportowym w mieście Xia Men, trzy tysiące kilometrów od domu. Jako 13-latek musiałem podjąć pierwszą ważną życiową decyzję. Zaryzykowałem.
Krętą ścieżkę objąłeś, żeby trafić do Polski…
W ciągu pięciu lat treningów w ośrodku wiele się zdarzyło. Wygrałem w województwie, które jest dwa razy większe od Polski. Udało mi się dotrzeć na mistrzostwa juniorów. Miałem pecha, bo dwa razy zająłem dziewiąte miejsce. Gdybym był ósmy, dostałbym się do reprezentacji swojego kraju. Kiedy ukończyłem naukę, postanowiłem wrócić do swojego miasta Tian Jin. Poszedłem odwiedzić swoją starą szkołę. Spotkałem swojego pierwszego trenera Miao. Okazało się, że on szkoli młodzież w Polsce i może mnie wziąć ze sobą. A ja na to miałem jedno głupie pytanie: a gdzie leży ten kraj? Zaczął mi opowiadać, że Polska jest w Europie, koło Niemiec i Czech. Przyznaję, nic nie wiedziałem o waszym państwie, jedynie kojarzyłem tenisistę Andrzeja Grubbę. Ale postanowiłem spróbować swoich sił w Polsce.
Jakie były pierwsze wrażenia po przylocie?
Byłem w szoku. Inne twarze, inny język i obyczaje. W Chinach mamy trzy posiłki na ciepło. W Polsce na śniadanie, obiad i kolację jadłem… kanapki z masłem, a popijałem zupą chińską. Wasze jedzenie mi po prostu nie smakowało. Ziemniaki były dla mnie katorgą. Jeszcze długo nie mogłem się przyzwyczaić. Ale teraz nie przeszkadza mi, żeby zjeść flaczki czy rybkę. Lubię wszystko!
Miałeś jakąś śmieszną sytuację?
Raczej nie, chociaż jeszcze teraz zdarza się, że gdy chcę kupić piwo w sklepie, sprzedawczyni prosi mnie o dowód osobisty. Uśmiecham się i pokazuję. Mam 25 lat, ale wyglądam na 16.
Rozmawiamy po polsku, nie masz problemów z naszym językiem. Masz talent do nauki?
Gdybyś nie mógł dogadać się w sklepie, to też byś musiał się szybko nauczyć mówić. Wasz język jest trudny, ale uczyłem się go po siedem godzin dziennie. Praktycznie wszędzie chodziłem ze słownikiem w ręku. Było bardzo ciężko. W Polsce mało kto mówi po angielsku, więc musiałem sobie radzić.
Wrócisz do Chin, gdy skończysz karierę?
Nie mam zamiaru. W Grodzisku buduję dom ze swoją żoną Anią. Mamy dziecko i jesteśmy szczęśliwi w Polsce.