Od jakiegoś czasu dochodzą do mnie sygnały, że trener Xu Kai i klub KS Bronowianka Kraków, źle traktują swoje podopieczne. Oto historia jednej z nich, którą opisała jej mama.
List otwarty
Ku przestrodze wszystkich, którzy kiedykolwiek pomyśleli o tym żeby związać swój los, czy też los swoich dzieci z klubem KS BRONOWIANKA.
Jestem mamą 12-letniej Pauliny Krzysiek, która miała nieszczęście w tym sezonie reprezentować wyżej wymieniony klub.
Wstyd się przyznać, ale pomimo swojego ‘dojrzałego’ wieku wykazałam się straszliwą naiwnością, dając się przekonać, że osobom związanym z tym klubem zależy na dobru mojego dziecka.
Cała historia zaczęła się ok. 1,5 roku temu, a dokładnie na II OTK młodzików w 2007 roku. Na tym to właśnie turnieju, miałam okazję rozmawiać z trenerem XU KAI, który wychwalając grę mojej córki, usiłował mnie przekonać, że najlepszym dla niej rozwiązaniem będzie rozpoczęcie treningów z dziewczynkami z ośrodka PZTS w Krakowie. Początkowo miałam ja przywozić na godzinę 15:30, oczywiście na teren klubu KS Bronowianka, gdzie odbywają się treningi. Po konsultacji z rodziną i klubem, który wcześniej córka reprezentowała, zdecydowaliśmy się na ten krok. I tak Paulinka rozpoczęła treningi z trenerem XU KAI i RAFAŁEM UTYLSKIM. Po kilku miesiącach usłyszałam, że jeżeli chcemy, żeby córka lepiej się rozwijała, to powinna trenować tak, jak dziewczynki z centrum, czyli dwa razy dziennie. Oczywiście kontynuując naukę tokiem indywidualnym, najlepiej od zaraz. Poinformowano mnie, że taka nauka związana jest z pewnymi opłatami, które pobiera szkoła i są one na poziomie ok. 400 PLN na miesiąc. Ponieważ uważałam, że przeniesienie dziecka do nowej szkoły na parę miesięcy przed końcem roku nie jest dobre, zadecydowałam, że Paulina przeniesie się tam dopiero od września.
Umówiłam się z dyrektorem szkoły na rozmowę w sprawie formalności, które powinnam załatwić. W czasie rozmowy wzbudziłam wielkie zdziwienie pytając o opłaty, których jak się okazało szkoła nigdy nie pobierała od dzieci decydujących się na indywidualny tok nauczania. Pozostał niesmak, ale jak widać moja uśpiona czujność nie pozwoliła mi należycie ocenić sytuacji.
Przed końcem sezonu 2007/2008 zwrócił się do mnie klub KS Bronowianka Kraków, proponując, żeby moja córka zmieniła barwy klubowe od nowego sezonu. Ponieważ nie byłam do końca przekonana, że jest to dobry krok, usłyszałam, że w takim przypadku nie wiedzą, czy Paulina będzie mogła trenować od nowego sezonu na sali klubu. Kiedy „groźby” nie zrobiły na mnie wielkiego wrażenia, gdyż trener KAI zapewniał, że Paulina zostanie oficjalnie powołana do centrum, zdecydowano się zaproponować mojej córce spisanie umowy (kontraktu). Obiecywano wręcz cuda, pełne wsparcie i zaangażowanie w rozwój sportowy mojej córki. Kiedy zwlekałam z podpisaniem umowy „nasłano” na mnie trenera KAI-a, aby przekonywał mnie do podpisania kontraktu. I tak podpisałam ten „cyrograf” na moje dziecko, całe szczęście , że jak widać dysponując resztkami swojego zdrowego rozsądku, zgodziłam się tylko na kontrakt roczny, pomimo nalegań klubu, by był dłuższy.
Nowy sezon okazał się koszmarem dla mojego dziecka. Do centrum nie została powołana , nie było to dla nas aż tak istotne, bo wolałam, żeby Paulina jednak wracała do domu wieczorami. Gorszym jednak rozczarowaniem okazał się klub. Już na pierwszym WTK kadetów nikt z obecnych trenerów nie zwracał uwagi na Paulinę, podpowiadając wszystkim jej koleżankom, tylko nie jej. Kiedy zdenerwowana zwróciłam uwagę, że nie tak to miało to wyglądać i nie po to zmieniała barwy klubowe, żeby trenerzy ją ignorowali. Efekt był jeszcze gorszy. Paulina z drzazgi zrobiła się belką w oku trenerek: Jolanty Szatko i Mileny Feliks- Rogulskiej. Każda sytuacja była dobra, by dać jej odczuć, że jest dla nich niewygodna. Kiedy czekając na mnie schodziła na salę by poćwiczyć serwis słyszała np. że nie może bo zajmuje tylko stoły i nie ma prawa trenować na ich treningach. Negatywne uwagi na temat jej umiejętności były niejako na porządku dziennym podczas każdej podróży z Panią Szatko. Efekt był taki, że Paulina na wyjazdy jeździła z kimś innym.
Klub nie przykładał najmniejszej wagi do zapisów z kontraktu i tak z czterech obiecanych okładzin na sezon, dostała po mojej interwencji dwie. Z obiecanych koszulek, spodenek i dresu, dostała tylko jedną koszulkę i pewnie tak by się skończyło, gdyby nie moja kolejna interwencja. Z łaski na uciechę wręczono jej jeszcze jedna koszulkę i spodenki. Obiecanego dresu klubowego nie dostała do dnia dzisiejszego. To są jednak drobiazgi. Gorszym są fakty takie jak notoryczne wysyłanie dziewczynek na rozgrywki ligowe tylko z wynajętym kierowcą, bez opieki trenerskiej, czy też pozostawienie przez Panią Szatko wieczorem na III OTK młodzików zawodniczek bez opieki w hotelu, która wolała pojechać do znajomych w Zielonej Górze, niż opiekować się pingpongistkami.
Nie lepiej było na treningach. Kiedy po I OTK młodzików , gdzie Paulina zajęła miejsce 3-4., wróciła do Krakowa, trener KAI zrobił jej awanturę, że była na turnieju nieskoncentrowana i się uśmiechała. Awantury stawały się częste również na treningach. Na II OTK po pierwszym dniu zrobiono jej kolejną awanturę, że źle grała. Nie miało znaczenia, że Paulina zajęła pierwsze miejsce w mocniejszej grupie, a dziewczynka z którą trenuje nie wygrała meczu w słabszej grupie. W drugim dniu nie miało znaczenia również to, że trener Rafał Utylski nie potrafił podpowiedzieć przy meczu, jak Paulina powinna odebrać serwis przeciwniczki, to mojej córce trenerzy KAI i Utylski zrobili awanturę, że to ona źle grała przyprawiając ją o spazmy płaczu. Cały czas słyszała, że źle trenuje, że może się wynosić. Po tym właśnie OTK Paulina chciała zrezygnować z treningów w centrum i prosiła by znaleźć jej nowy klub, bo tu już nie chce chodzić.
Takich sytuacji było wiele i nie sposób ich przytoczyć. Jednak szalę goryczy przelały mistrzostwa Małopolski młodzików. Pani Jola Szatko zabroniła córce gry deblowej z zawodniczką z 2-giej pozycji rankingu, każąc jej grać z dużo słabszą zawodniczką z klubu, a kiedy trafiła w turnieju indywidualnym na tą „klubową partnerkę” podpowiadała przeciwniczce jak ma grać, żeby ograć moją córkę. Uważam to za skandal ! Rozumie, że 12-to letnia dziewczynka biegnie po pomoc trenera klubowego, jest to pewnie efektem złego wychowania, co zapewne biorąc pod uwagę wiek, można naprawić, ale że dorosła osoba, trener i była zawodniczka w ten sposób się zachowuje jest niewybaczalne !!!!!! Takiej osobie nikt nigdy nie powinien pozwolić trenować dzieci. Sport w moim przekonaniu powinien wychowywać, a to z dobrym wychowaniem nie miało nic wspólnego.
Jednak to nie koniec. Pomimo obietnic i ustaleń z III OTK młodzików poinformowano nas, że jednak nie zagra z umówioną parą, bo ma zagrać z zawodniczką z klubu, która na ten moment nie ma prawa startu i nie wiadomo, czy uzyska kwalifikacje. Moje protesty i tłumaczenia, że jest to idiotyczne zagranie, skazujące moją córkę już na samym początku na przegraną, zakończyły się tym, ze trener KAI zabronił jej przychodzić na treningi, a Prezes Nosal na moja prośbę, aby córka mogła indywidualnie się przygotować do Pucharu Polski, powiadomił mnie, że jeżeli tak zrobię, to ją zawiesi i zabroni startu, gdyż to rzekomo trener KAI miał brać pieniądze od klubu KS BRONOWIANKA za szkolenie córki. Jeżeli nawet tak jest, to wydaje mi się, że ja pierwsza powinnam być powiadomiona o tym fakcie, a po drugie jeżeli rzeczywiście klub płacił, to nie znaczy, że daje mu to prawo do znęcania się nad moim dzieckiem.
Mam nadzieję, że ten list uchroni niejedno dziecko, przed takimi przykrościami. To co spotkało moją córkę w tym sezonie, było ewidentną przemocą psychiczną i jedyna pociecha, że ten koszmar będzie trwał tylko do 30 czerwca. Wierzę też że ten list ośmieli i nakłoni osoby, które spotkała podobna przykrość do napisania o tym i poinformowania opinii publicznej. Tacy trenerzy i takie kluby nie powinny mieć racji bytu.
Z poważaniem
Edyta Król-Krzysiek
Odpowiedzi na ten list:
To co przeczytałem – faktycznie wygląda fatalnie. Przejechałbym się teraz z góry na dół po Bronowiance, prezesie i trenerach gdyby nie jeden malutki szczegół…
Jestem w Bronowiance cały czas – i wiem jak sprawa wygląda z nieco innej perspektywy – a nie tylko w tym jakże miłym i obiektywnym ujęciu Pani Krzysiek.
no więc Pani Krzysiek:
1. CZEMU PANI KŁAMIE ODNOŚNIE SZKOŁY?
zgrabnie Pani przemyciła tezę, że tylko dzięki rozmowie z dyrektorem szkoły dowiedziała się Pani, że opłat za indywidualny tok nie będzie (sugerując przy tym – że brak tej rozmowy by oznaczał, że płaciłaby Pani 400 zł na miesiąc – a pieniądze trafiałaby zapewne do kieszeni Bronowianki albo Kaja?).
Otóż temat szkoły jest indywidualnie załatwiany przez rodziców – i na szczęście w szkole podstawowej okazał się tak fajnie nastawiony dyrektor – że opłat nie pobiera. Czy ktokolwiek chciał od Pani wziąć jakieś pieniądze? Nie chciał? To po co Pani pisze, z pełną premedytacją i insynuacją, że klub rzekomo stara się zrobić tutaj przekręt na kasie?
2. CZEMU PANI KŁAMIE W SPRAWIE PRZEJŚCIA CÓRKI DO BRONOWIANKI?
Czy to Kaj tak bardzo prosił Panią, żeby córka przeszła (tylko gdzie ? do ośrodka czy Bronowianki ? bo to dwie różne rzeczy…)? Czy to Pani chciała tutaj córkę umieścić? Rozumiem – że warsztat trenerski i sportowy w poprzednim klubie był idealny, i tylko nalegania trenera Kaja wpłynęły na zmianę klubu? Czy Pani w ogóle słyszy co Pani pisze? Czy Pani córka dostała się do ośrodka (podpowiem – nie dostała się, bo jest za słaba)? Czy dzięki Bronowiance miała możliwość trenowania z ośrodkiem – i nie dlatego właśnie została zawodniczką Bronowianki?
3. CZEMU PANI KŁAMIE W SPRAWIE ULTIMATUM, ŻE CÓRKA MUSI PRZEJŚĆ DO BRONOWIANKI?
Na Bronowiance jest ośrodek – i dziewczyny z ośrodka tutaj trenują. Dzięki porozumieniu Bronowianki z ośrodkiem – treningi są prowadzone w większym gronie. TO JEST UMOWA BRONOWIANKI Z OŚRODKIEM !! Jakby Pani córka nie była w ośrodku i nie była w Bronowiance – to na jakiej podstawie miałaby mieć prawo trenować w tej grupie? A może sprawa wyglądała tak, że Kaj panią poinformował, że córka jest za słaba na ośrodek jak na razie, ale dzięki temu, że przeszłaby do Bronowianki – to miałaby okazję potrenować ośrodkiem…?
4. CZEMU PANI KŁAMIE ODNOŚNIE CYROGRAFU?
Mogła Pani nic nie podpisywać – i trenować w starym klubie. Czy to nie jest przypadkiem normalne, że klub, który zapewnia zawodniczce możliwość treningu 2 razy dziennie, wyżywienie, spanie itp. – oczekuje pewnej gwarancji także dla siebie? Parę linijek później powołuje się Pani na ten szkodliwy cyrograf i zapisy z niego wyglądające, oczywiście przeinaczając fakty i przedstawiając je całkowicie pejoratywnie.
5. CZEMU PANI KŁAMIE ODNOŚNIE PROWADZENIA ZAWODNICZKI?
Cytat z Pani „W drugim dniu nie miało znaczenia również to, że trener Rafał Utylski nie potrafił podpowiedzieć przy meczu, jak Paulina powinna odebrać serwis przeciwniczki”
Nie wiem jak się do tego odnieść – Pani Edyto, a skąd Pani wie, że trener Utylski nie potrafił tego zrobić? Czy była Pani przy tych podpowiedziach i jest takim ekspertem w dziedzinie tenisa – że Pani potrafiła a on nie? czy może nie chciała pani żeby ktokolwiek podpowiadał, a może Pani córka zwyczajnie nie nauczyła się odbierać? a może nie słuchała? nie chciała słuchać?
Chciałbym się dowiedzieć – na jakiej podstawie Pani twierdzi, że zawodnik 1. ligi męskiej nie potrafi podpowiedzieć, jak odebrać serwis młodziczki?
Toż to przecież apogeum bzdury – to co Pani w tym punkcie wypisuje.
6. CZEMU PANI KŁAMIE W SPRAWIE MISTSZOSTW MAŁOPOLSKI?
Ta tragicznie słaba koleżanka z klubu, z którą musiała grać Pani córka, zajęła 3. miejsce na tym turnieju indywidualnie, i razem z Pani córką wygrała debla. Razem z Pani córką od początku sezonu gra debla w lidze – o co tutaj jest zarzut (a może to jest zarzut tylko po to, żeby był – kolejny trafiony kulą w płot?)?
dość tych kłamstw – bo jakby Pani napisała jeszcze parę rzeczy – to bym odpisywał chyba do rana…ale teraz kilka innych faktów, z gatunku, czy prawdą jest.. :
Czy prawdą jest że twierdzi Pani, że wszyscy trenerzy są beznadziejni : Kaj, Utylski, szatko, Feliks, nie wiem Czemu się Gratkowskiemu nie dostało ? zapomniała Pani o nim? Oni źle prowadzą treningi, źle prowadzą córkę w lidze, na turniejach – a postęp w grze, jaki osiągnęła Pani córka jest jak mniemam wyłączną zasługą Pani eksperckiej znajomości.
Czy prawdą jest – że nie może Pani znaleźć wspólnego języka z żadnym trenerem (Pani Edytko – w Krakowie jest Pani znana – nie będę przytaczał pod jakim pseudo, bo i tak by mi to wykropkowało) i nie chce Pani żaden klub?
Czy prawdą jest , że bez zgody, bez wiedzy i bez porozumienia z trenerami, ustaliła sobie Pani debla dla Pani córki na mistrzostwa – i czy to jest normalne wg Pani ?
Czy prawdą jest, że nie chce Pani, aby niektórzy trenerzy w ogóle Pani córce podpowiadali bo Pani wie lepiej ?
Czy prawdą jest – że Pani córka zachowuje się arogancko na treningach, na zawodach, a jej odzywki do trenerów, opiekunów i koleżanek, dalece wykraczają poza zasób słownictwa, jakim powinna dysponować 13-latka?
Czy prawdą jest, że to Pani powiedziała, że Pani córka NIE BĘDZIE grać z koleżanką w drużynie na mistrzostwach Polski?
To co Pani napisała – jest paskudnym manipulatorstwem, półprawdami i insynuacjami, które tak dobitnie oddają Pani charakter oraz dziedziczony po Pani, charakter Pani córki.
Pani Edyto – nie chcemy w Bronowiance ludzi, którzy za główny swój cel uznają jątrzenie sporów, wszędzie wciskanie swojego nosa i próbę rządzenia wszystkimi i wszędzie, żeby tylko jak najwięcej nagrabić pod siebie. Oczywiście rolą rodzica jest dbanie o dobro swojej córki – ale sposób w jaki Pani to robi, jest odrażający.
Ten otwarty list – jest kwintesencją Pani sposobu podejścia – czyli opluwania szkalowania i jątrzenia na każdej możliwej płaszczyźnie. W jednym liście udało się Pani oskarżyć 4-5. trenerów o nieudolność, ignorancję, złodziejstwo, niekompetencje. prywatę , butę i arogancje, a o mały włos a otarła się Pani już niemal o molestowanie i znęcanie psychiczne (czekam na wnioski do prokuratury – bo te pani oskarżenia są chyba przestępstwami, jeśliby się potwierdziły). Do tego udało się pani w kilku zdaniach nawrzucać prezesowi, oraz koleżance z klubu. No i oczywiście dorobiła Pani sobie Aureole doskonałego rodzica, a córka powinna wystąpić o status pokrzywdzonego.
Bardzo jestem ciekaw – i mam nadzieję, że bardzo gremialnie wypowiedzą się w tym temacie zawodnicy i zawodniczki trenujące w Bronowiance lub ośrodku. Tutaj – w sposób anonimowy z pewnością w tym momencie, jak otworzyła się już ta puszka Pandory – to dorzucą swoje 3 grosze.
Ja z kolei mam tylko nadzieje – że ten topik przeczyta każdy prezes klubu i każdy trener w Polsce – żeby jeśli będzie zamierzał przyjąć Panią i Pani córkę pod swoje strzechy – doskonale sobie zdawał sprawę na co się decyduje.
Mimo wszystko pozdrawiam Panią, Pani Edyto, i życzę Pani i Pani córce powodzenia.
Paweł Stach
Po przeczytaniu listu pani Edyty Król-Krzysiek dotyczącego zarzutów w stosunku do trenerów i działaczy związanych z Ośrodkiem PZTS w Krakowie, postanowiłam złamać swoją zasadę i wypowiedzieć się publicznie na ten temat oraz wyjaśnić kilka kwestii.
Podstawową kwestią w rozważanej sprawie, a skrzętnie pominiętą przez p. Edytę Król-Krzysiek, jest fakt, iż jej córka Paulina Krzysiek nigdy oficjalnie nie była w składzie Ośrodka, a trenowała tam jedynie dzięki uprzejmości trenera, pana Kai Xu. Pomimo tego miała możliwość trenowania z lepszymi od siebie: z juniorkami i kadetkami grającymi w kadrze. Często również umawiała się na indywidualne treningi z Rafalem Utylskim trenując z nim całe wakacje. Dla każdego zawodnika powinno to być nobilitacją oraz wyróżnieniem. Nikt nie oczekiwał pieniędzy za tą pomoc, ale niezmiernie dziwi fakt, że pani Król-Krzysiek nie potrafiła powiedzieć nawet “Dziękuję”. Jeśli było tak źle w ośrodku, to dlaczego przywoziła dziecko codziennie na treningi? Codziennie trenuję w Ośrodku w Krakowie i mogłam obserwować Paulinę Krzysiek – ja będąc trenerem, już dawno podziękowałabym Paulinie za współpracę (konkretnie za brak zaangażowania i mało solidny trening). Dla jasności sprawy należy również dodać, iż Paulina Krzysiek była najsłabszą zawodniczką, jaka trenowała w Ośrodku.
Nie dziwi mnie to, że 12-letnie dziecko może nie zauważać możliwości, jakie daje trening z reprezentacją Polski, ale zastanawiająca jest dla mnie postawa mamy czyniąca swoją córkę centrum sporu, przy braku merytorycznych podstaw ku temu oraz formułująca zarzuty, które mogą być podstawą założenia sprawy sądowej o zniesławienie. Ciekawa również jestem na ile z postawionych zarzutów pani Król-Krzysiek jest w stanie przedstawić niewzbudzające wątpliwości dowody. Radziłabym się poważnie zastanowić nad każdym wypowiadanym przez panią zdaniem. Proszę się również zastanowić czy sytuacja, jaką pani sprowokowała służy pani córce.
Mimo wszystko życzę powodzenia i pani i pani córce.
Antonina Szymańska