Pozdrowienia z Kataru – w zeszłym roku siedzieliśmy razem z Darkiem Zwolińskim na hali i opowiadałem zawodnikom z Nadarzyna o Katarze i wtedy dowiedziałem się, że odbywa się tam również znany turniej tenisa stołowego.
I właśnie jestem w Katarze i jestem na Pro Tour Qatar Open 2010. Obsada rewelacyjna, praktycznie cała czołówka światowa no i nasza Xu Jie z Nadarzyna. Oprócz niej jeszcze Natka i trzech chłopaków: Wang, Bartek Such i Jakub. Wszyscy musieli grać w kwalifikacjach i nawet jak przeszli w turnieju głównym dolosowali ich do rozstawionych.
Nasza Ksenia przeszła jak burza przez kwalifikacje (ale nie grała ze skośnymi) i w pierwszej rundzie głównego nadziała się na dobrą Chinkę z Singapuru – YU Meng Yu (32).
Usadawiam się w sekcji VIP najbliżej stołu (jedyny kibic), w narożniku Natka i jedziemy. Pierwszy set dość łatwo, trochę przez zaskoczenie wygrywa Ksenia – Chinka długo wprowadza się w mecz (11:4). Drugi set, Chinka już skoncentrowana, wykorzystuje błędy Kseni i wygrywa 11:7. Trzeci set, zdecydowanie najlepszy. Ksenia grała świetnie, swoją grą, agresywnie, długie mocne piłki, wiele kończących. Chinka zwalnia grę, dostaje żółtą kartkę. Emocjonująca końcówka, w wojnie nerwów nasza lepsza, wygrywa 17:15. Oby tak dalej. Niestety, jest tylko gorzej. Po przerwie, Chinka po konsultacjach z trenerką jest mocno skoncentrowana i uważna. Nasza we wszystkich setach źle rozpoczyna grę, przegrywa początki setów i musi gonić Chinkę, która prowadzi kilkoma punktami. Sety do 8 i do 4. Ostatni set, walka tylko do stanu 6:6, potem same błędy i koniec seta i meczu. Szkoda.
Ksenia grała zbyt asekuracyjnie, mało agresywnie, zwłaszcza puszczała początki setów. Inna sprawa, że doświadczona (i ładna) Chinka grała bardzo dobrze, ale poległa w 1/32. I tyle Nadarzyna w Doha.
Dziewczyny chciały podziękować sędziemu, ale uciekł z rękami – tu mężczyzna nie może dotknąć publicznie kobiety, która nie jest jego żoną – taki islamski kraj. Do jutra pozostała z Polaków tylko Natka, ale w turnieju U21W. Żółci są bezkonkurencyjni, poziom obłędny. Patrząc na turniej, jesteśmy jedyną chyba ekipą bez trenera. Nie chodzi tylko o sprawy organizacyjne, nagrywanie meczów, obserwowanie najlepszych, porady taktyczne ale np. branie przerw co niejednokrotnie pomaga zawodnikowi w meczu. To duży błąd.
Pozdrowienia dla całej Waszej ekipy Darka, Dołęgi, Osy i Maliny.
Marek Wojtulewicz
Komentarz redakcji:
Ten list został przesłany do Darka Zwolińskiego. Za jego zgodą, postanowiłem go opublikować. Marek Wojtulewicz to żaden spec od tenisa stołowego, to przypadkowy kibic, który znalazł się w Katarze i to tylko jego spostrzeżenia. Wygląda to źle…