Wszystko zaczęło się przeszło 11 lat temu, kiedy na treningi namówiła Natalię starsza siostra Sandra. Siedmioletnia wówczas Natalka wybrała się wraz z siostrą na salę gdańskiego MRKS-u w celu zabicia nudy. – Wszystkiemu się przyglądałam – mówi Natalia. – Interesował mnie każdy szczegół, byłam bardzo ciekawa. Trener mojej siostry Bronisław Zygmanowski zaproponował mi granie w tenisa stołowego. Oczywiście bardzo chętnie się zgodziłam, bo chciałam dorównać mojej siostrze.
A nie było jej łatwo. Natalia Partyka jest osobą niepełnosprawną, nie ma przedramienia prawej ręki. Taka już się urodziła. Przez swoją niepełnosprawność początkowo była znacznie słabsza od koleżanek. Jak każdy początkujący, Partyka zaczynała od podstaw. – Pamiętam, że jak przychodziłam na treningi, tak jak wszystkie początkujące osoby najpierw odbijałam piłeczkę na rakietce. Później przyszedł czas na odbijanie o ścianę. Gdy nauczyłam się kontrolować uderzenia, zaczęłam naukę gry na stole. Ale muszę przyznać, że nie grałam tylko jedną ręką. Musiałam kombinować, jak tu podrzucać piłeczkę moją chorą ręką. Jednak nie martwiłam się, bo wyszło to samo z siebie, podrzucałam piłeczkę do góry i ją łapałam. To było naturalne, zresztą dużo rzeczy chwytam i podtrzymuję prawą ręką – wraca pamięcią do początków swojej kariery zawodniczka, która w tym sezonie reprezentuje barwy drużyny grającej w ekstraklasie, SKTS-u Best-Chem Sochaczew.
Partyka grała na turniejach z pełnosprawnymi zawodniczkami. – Zaczęłam trenować w klubie z pełnosprawnymi zawodnikami i od razu startowałam też w turniejach ze zdrowymi pingpongistkami – opowiada. – Na początku przygody z tenisem stołowym sukcesem było dla mnie wygranie seta czy przez przypadek jakiegoś meczu na turnieju wojewódzkim. Początkowo mogłam odnieść wrażenie, że moje przeciwniczki mnie lekceważą. Moja osoba wzbudzała zainteresowanie. Wszyscy byli w szoku, że dziewczynka bez ręki startuje w zawodach ze zdrowymi zawodniczkami. Jednak z biegiem czasu, gdy moje przeciwniczki przekonały się, że nie ma ze mną lekko, zaczęły mnie bardziej doceniać Po licznych treningach i startach w turniejach międzynarodowych pojawiły się pierwsze sukcesy. Zarówno w sporcie niepełnosprawnych, jak i pełnosprawnych. Partyka praktycznie z każdej imprezy wracała z medalem na szyi. – Cały czas solidnie trenowałam i przychodziły kolejne sukcesy. Najpierw w Polsce, później na arenie międzynarodowej. To dodawało mi pewności siebie i motywowało do dalszej pracy. Nie było tak, że uważałam siebie za lepszą od moich koleżanek. Wszystkie solidnie trenowałyśmy, ale może na tych najważniejszych turniejach miałam trochę więcej szczęścia – mówi Partyka.
Sukcesów przybywało. Partyka w wieku 11 lat reprezentowała Polskę na Igrzyskach Paraolimpijskich w 2000 r. w Sydney. Wtedy otarła się o medal w turnieju indywidualnym. Cztery lata później w zawodach pełnosprawnych zdobyła złoty medal mistrzostw Europy kadetów w tenisie stołowym. Dzięki temu sukcesowi zaczął się prawdziwy szum wokół Natalii. Udowodniła wszystkim, że osoba niepełnosprawna może być najlepsza wśród osób w pełni zdrowych. Po wyczynie, który osiągnęła w konkurencji z zawodnikami pełnosprawnymi, uzyskała Honorową Nagrodę Międzynarodowego Komitetu Paraolimpijskiego podczas igrzysk paraolimpijskich w Atenach, gdzie zdobyła złoty medal. Od tego momentu Natalia Partyka jest bezsprzecznie najlepszą zawodniczką niepełnosprawną na świecie.
Wtedy też Partyka stała się osobą medialną. – Zdaję sobie sprawę, jak to wygląda. Część osób zna mnie właśnie dlatego, że sukcesy odnoszę w konkurencjach dla niepełnosprawnych i zdrowych. Ale mam nadzieję, że większość ludzi zna mnie dlatego, że całkiem nieźle gram. Jeżeli tak nie jest, to chciałabym to zmienić – uśmiecha się Partyka.
Sukcesy w sporcie, a przede wszystkim atmosfera, jaka wytworzyła się wokół Natalii, pomogły jej uwierzyć, że poprawia się podejście Polaków do osób niepełnosprawnych. – Stosunek ludzi zdrowych do osób niepełnosprawnych cały czas zmienia się na lepsze. Jednak w dalszym ciągu sportowcy niepełnosprawni nie są traktowani do końca jak sportowcy, często patrzy się na nich w ten sposób, że sport jest dla nich tylko rehabilitacją czy zabawą. Szczerze mówiąc, niepełnosprawni sportowcy to też zawodowcy. To, że ktoś płynie lub biegnie trochę wolniej, nic nie znaczy. Niepełnosprawni poświęcają na treningi tyle samo czasu co zawodnicy zdrowi.
Jednak to się wszystko zaczyna zmieniać. Szczególnie po transmisjach telewizyjnych z igrzysk w Atenach. Tam ludzie mieli okazję zobaczyć, jak wygląda sport niepełnosprawnych. Patrząc na swój przypadek, muszę powiedzieć, że raczej nigdy nie miałam większych przykrości z racji mojej niepełnosprawności. Wiadomo, ludzie pytają, co mi się stało, przyglądają mi się, ale staram się tym nie przejmować i nie zwracać na to uwagi. Myślę, że to dlatego, że dużo przebywałam i przebywam z ludźmi niepełnosprawnymi, i to oni nauczyli mnie akceptować to wszystko, pokazali, że można coś robić, że można się cieszyć z życia i patrzeć optymistycznie na otaczający nas świat – komentuje Partyka.
Ale był też moment wyboru. Partyka musiała zdecydować, czy chce sport uprawiać zawodowo, ale nie tylko jako zawodniczka niepełnosprawna, ale też jako pingpongistka rywalizująca z pełnosprawnymi. Partyka postawiła na tenis stołowy i tego nie żałuje. Od 2004 r. zrobiła niesamowite postępy. Zaczęła reprezentować Polskę w sporcie seniorskim, gra w ekstraklasie, zdobywa medale na imprezach mistrzowskich. Ma zupełnie inne podejście do sportu niż jej koleżanki. Partyce po prostu bardziej zależy, ale to wszystko przez jej charakter. – Jeżeli mam cel, a mam ich wiele, to dążę do tego, by go zrealizować. Po drodze do jego osiągnięcia daję z siebie wszystko. Robię to, co w mojej mocy, aby dobrze się układało. Na treningach wykazuję sto procent swoich możliwości, jestem w pełni zaangażowana. Może to sposób na sukces? – zastanawia się Partyka.
W sporcie niepełnosprawnych Natalia Partyka zdobyła już wszystko. Jest mistrzynią Europy, świata i mistrzynią paraolimpijską. Ale nadszedł już czas, że by Partyka zaczęła osiągać sukcesy w sporcie seniorskim w rywalizacji zawodniczek pełnosprawnych. Już jest aktualną wicemistrzynią Polski seniorek. W finale przegrała z Chinką posiadającą polskie obywatelstwo Xu Jie 0:4.
Ale to Partyce nie wystarcza. Chciałaby osiągnąć o wiele więcej. – Chciałabym należeć do ścisłej światowej czołówki. Moim marzeniem jest zakwalifikować się na igrzyska olimpijskie i zdobyć na nich medal. To chyba marzenie każdego sportowca – przyznała się Natalia. Ale przed nią są jeszcze mistrzostwa świata juniorów, które na początku grudnia odbędą się w USA. Partyka jest zaliczana do grona faworytek i wraz z koleżankami z reprezentacji chciałaby zdobyć medal. – Trzeba najpierw poogrywać silne Azjatki. Mówiąc realnie o jakiś sukcesach, to awans do ćwierćfinału będzie dla mnie jednym z nich – prognozuje.
Obserwuję jej rozwój i jestem przekonany, że Natalia Partyka może wkrótce zrealizować swój cel, spełnić swoje marzenie. Jest przykładem sportowca, który poprzez ciężką pracę dochodzi do wielkich sukcesów. Aby zakwalifikować się na igrzyska olimpijskie w tenisie stołowym, trzeba znaleźć się w pierwszej dwudziestce rankingu Międzynarodowej Federacji Tenisa Stołowego (ITTF) w pierwszym miesiącu (styczniu) danego roku, w którym będą odbywać się igrzyska, z uwzględnieniem tego, iż dany kraj mogą reprezentować dwaj najwyżej sklasyfikowani zawodnicy w rankingu. Inną szansą zdobycia olimpijskiej nominacji będą kwalifikacje kontynentalne.
Kwalifikacje do igrzysk olimpijskich w Pekinie dla zawodników z Europy odbędą się we francuskim Nantes 6 kwietnia 2008 r. Na igrzyska pojadą dwie najlepsze osoby z kwalifikacji. Weźmie w nich udział sześcioosobowa reprezentacja Polski (trzy kobiety i trzech mężczyzn). O tym, kto będzie reprezentował nasz kraj, decydują trenerzy kadry.
Artykuł pochodzi z tygodnika Polska „Nasze Miasto”, który można kupić na Mazowszu. Autorem tekstu jest Paweł Gąsiorski.