Na stronie internetowej Polskiego Związku Tenisa Stołowego pojawiło sie ciekawe podsumowanie sezonu przedstawione przez osobę odpowiedzialną w związku za wyszkolenie, Wojciecha Waldowskiego.
Oto jego treść:
Jeszcze nie zdążyliśmy ochłonąć po sukcesach młodzieży na ME w Bratysławie a już szybkim krokiem zbliża się następny sezon. Będzie on na pewno pod każdym względem bardzo ciekawy, a zakończą go Igrzyska Olimpijskie. Czy weźmiemy w nich udział?
Wróćmy jeszcze do minionego sezonu. W pierwszej jego połowie bez wątpienia największą imprezą „na naszym terenie” były Międzynarodowe Mistrzostwa Polski, w kalendarzu zapisane po angielsku „Polish Open”. Działacze PZTS mieli obawy, czy pod względem sportowym będą udane. Co dwa lata, impreza ta wzmacniała budżet PZTS, dlatego będziemy ją organizować co roku. Mamy doświadczoną ekipę, złożoną z pracowników etatowych PZTS i działaczy społecznych, i możemy pokusić się o organizacją ME seniorów w 2011 roku. A jak było pod względem sportowym na „Polish Open 2006”? Myślę, że możemy być zadowoleni – zwycięstwem w grze pojedynczej kobiet zakończyła swoje boje Li Qian, w grze podwójnej po złoty medal sięgnęła para deblowa Lucjan Blaszczyk/Wang Zeng Yi. To były na pewno bardzo miłe akcenty sportowe, których w minionych latach brakowało.
Druga część sezonu nie zwolniła tempa, najpierw Mistrzostwa Europy seniorów w Belgradzie, i niezapomniany występ „biało-czerwonych” w meczu półfinałowym z Niemcami, przegrany ale bardzo nieznacznie, na osłodę brązowy medal. I w zasadzie bez odpoczynku wyjazd na Mistrzostwa Świata Indywidualne w Zagrzebiu, tam jednak było bardzo trudno o sukces, fatalne losowanie i w zasadzie trzeba było się cieszyć z wygrania setów na najlepszymi na świecie. Ale o skali trudności, jeżeli chodzi o możliwość zdobywania medali, niech świadczy fakt, że Europa nie zdobyła ani jednego. Jak zwykle gdy seniorzy kończą sezon i zaczynają dorabiać różnymi turniejami pokazowymi, młodzież sposobi się do najważniejszych zawodów – Mistrzostw Europy. Ale po drodze jak co roku „Polish Yout Open” we Władysławowie. Tym razem finansowo na piątkę, sportowo – z uczuciem niedosytu. Tak naprawdę nie wiem, czy srebrny medal w singlu Piotra Chodorskiego i drużyny juniorów to był sukces, czy porażka? Dlaczego? Bo ponoć „apetyt rośnie w miarę jedzenia”. Złoto w singlu kadetek Magdaleny Szczerkowskiej – to bardzo miły akcent na zakończenie sportowych zmagań w Cetniewie. Wszyscy liczyliśmy na to, że trenerzy na obozach przygotują naszą młodzież do „występów”, ale mieliśmy na myśli „sportowych” a tym czasem młodzież zostawiona bez należytej kontroli, na zbyt długi okres czasu, z nudów zaczęła zbyt szybko „świętować”
Moim zdaniem reakcja, nieobecnej przy zajściu kadry trenerskiej, była nieprzemyślana, zbyt nerwowa i szkodliwa dla rozwoju sportowego ukaranych. Szkoda, że wcześniejsze „wyczyny” naszych reprezentantów nie kończyły się tak stanowczą reakcją.
Dlatego z Mistrzostw Europy nasi chłopcy, choć walczyli dzielnie, przywieźli tylko jeden brązowy medal w grze mieszanej kadetów (Floras Andrzej). Za to dziewczyny, chociaż bez „złotka” to jednak z imponującą ilością medali srebrnych i brązowych. Nasza młodzież w minionym sezonie zaznaczyła swoją obecność również na Mistrzostwach Świata Juniorów, co prawda bez medali, ale nasze sympatyczne juniorki otarły się o strefę medalową przegrywając bój o medal 2:3 z drużyną z Węgier i zajmując ostatecznie 7 miejsce.
Reasumując sezon pod względem sportowym udany, biorąc pod uwagę nakłady finansowe a uzyskane efekty, to jesteśmy w Europie, w ścisłej czołówce. Patrząc na budżety finansowe i ogólny potencjał Niemiec, Francji, Włoch czy nawet w ostatnim czasie Rosji trzeba powiedzieć, że o medale będzie coraz trudniej. Trzeba na pewno poprawić współpracę naszych Ośrodków Centralnych z klubami sportowymi. Dotychczas trenerzy pracujący z młodzieżą w naszych Ośrodkach, bardzo rzadko rozmawiali z trenerami klubowymi, czasami wcale. Brali kogo chcieli i nie pytali o zgodę tych, którzy przez parę lat trudzili się wiele, by wychować swojego zawodnika na mistrza. Przykład „prosto z brzegu” – na ostatnim posiedzeniu Zarządu, jego członek czyta listę zawodników wytypowanych do Ośrodka Centralnego w Gdański i nagle blednie na twarzy, bo widzi nazwisko swojego podopiecznego. Nikt nie zadzwonił, nie porozmawiał, a wytypował. Zasadne jest pytanie, czy zawodnik, który robi systematyczne postępy, ma bardzo dobrą opiekę w swoim macierzystym klubie, powinien przechodzić „na siłę” do Ośrodka Centralnego?
Ostatnio nasze środowisko bulwersuje sprawa Patryka Chojnowskiego, który nie mogąc doczekać się na profesjonalną opiekę (wyjazdy kadry trenerskiej na dorabianie za granicę) przeniósł się do Ostródy. Riposta ze strony trenera kadry juniorów była natychmiastowa – niepowołanie do reprezentacji Polski na wyjazd do Portugalii.
Jeżeli zawodnik zdobywa Mistrzostwo Polski w grze indywidualnej i gromi wszystkich w OTK a nie może porozumieć się ze swoim trenerem kadry, to w takiej atmosferze o sukces sportowy będzie coraz trudniej. Takie talenty nie przychodzą do naszej dyscypliny zbyt często. Pomyślne wieści nadchodzą z naszych rozgrywek ligowych, ekstraklasa będzie bardzo ciekawa, zarówno kobiet jak i mężczyzn. Obserwujemy powrót zawodników z zagranicznych wojaży. To na pewno ułatwi pracę trenerów Kadry Narodowej.
I tym optymistycznym akcentem chciałbym dzisiejsze podsumowanie zakończyć, życząc w nowym sezonie wszystkim zawodnikom – „połamania rakiet”, trenerom – radości z sukcesów swoich podopiecznych i działaczom dużo zdrowia w poszukiwaniu środków finansowych.
Ze sportowym pozdrowieniem
Waldowski Wojciech
Komentarz redakcji:
Z tekstu wynika kilka spraw. Mianowicie, Wojciech Waldowski ewidentnie atakuje trójmiejskie środowisko (sprawa Chodorskiego i Chojnowskiego – zawodnik sponsorowany przez Andro, której partnerem jest Waldowski – Gdańsk jest związany z Butterfly, głównym konkurentem na rynku Waldowskiego), w tym przede wszystkim trenera kadry juniorów Michała Dziubańskiego. Dziwne, bo to Dziubański jest odpowiedzialny przed PZTS za skład i wyniki, ale osoba, która tym zarządza i która ponosi ogólną odpowiedzialność jest Wojciech Waldowski. To by oznaczało, że Waldowski krytykuje sam siebie? Skoro Dziubański jest taki „zły”, to dlaczego Waldowski go nie zwolni i nie zastąpi „swoim” człowiekiem? Szkoda, że Waldowski nie chwali się osiągnięciami w kontaktach z mediami oraz tym, w jaki sposób przyciąga najmłodszych do naszej dyscypliny. Jako szef wyszkolenia na pewno miałby wiele dopowiedzenia w tej sprawie. Jeszcze coś, styl w jakim napisał to Wojciech Waldowski może sugerować, że wszyscy wokół niego są źli, a on jest tym, który z nimi walczy. Ciekawe, myślałem, że odwrotnie? Chociaż mogę się mylić.