Polscy tenisiści stołowi zdobyli dwa medale w mistrzostwach Europy w Belgradzie – srebrny Lucjan Błaszczyk w deblu oraz brązowy w turnieju drużynowym (Błaszczyk, Daniel Górak, Bartosz Such oraz rezerwowi Jakub Kosowski, Paweł Chmiel).
– Osiągnęliśmy więcej niż zakładaliśmy – powiedział selekcjoner Stefan Dryszel.
– Jeśli chodzi o duet Błaszczyk, Tan Ruiwu (Chorwacja), zakładaliśmy przed zawodami, że może stanąć na podium. Po raz pierwszy zagrali ze sobą rok temu w azjatyckich turniejach Pro Tour, ale mnie wówczas nie było. Kiedy zaczęły się kłopoty zdrowotne Wang Zeng Yi, zaczęliśmy szukać zawodnika dla Lucjana. Pierwszy raz zobaczyłem jego razem z Ruiwu podczas styczniowych zmagań w Chorwacji. Zrozumiałem wówczas, że na ME w Belgradzie mogą sporo osiągnąć – powiedział Dryszel.
– Pytałem o zgodę trenera chorwackiej kadry Zlatko Novakovicia, bowiem przypuszczaliśmy, że Tan może grać wspólnie z Zoranem Primoracem. Okazało się, że dwukrotnie występowali, ale nic nie osiągnęli. Tymczasem Błaszczyk i Tan w lutym dotarli m.in. do półfinału turnieju w Katarze, pokonując Chińczyków Ma Lina i Wang Hao. To był spory sukces. W Belgradzie potwierdzili spore możliwości, mimo że Tan grał z kontuzją lewej ręki. Już na miejscu miał przeprowadzone badanie rezonansem i lekarz zalecił mu przerwę w występach. Tymczasem on zrezygnował z singla, a w deblu dalej walczył – dodał.
W stolicy Serbii polsko-chorwacki duet dotarł aż do finału, w którym przegrał z wicemistrzami świata Niemcami Timo Bollem i Christianem Suessem. Boll był zresztą bohaterem mistrzostw, ponieważ wywalczył aż trzy złote medale – ponadto w singlu i drużynówce.
– W całej imprezie najbliższy pokonania go był Górak. W piątym secie pojedynku półfinałowego miał dwa meczbole, jednak ich nie wykorzystał. W ogóle na nasz zespół nikt nie stawiał. Wyniki w tym sezonie Góraka i Sucha nie były budujące, dlatego nie było podstaw do wielkiego optymizmu. Sukcesem było wygranie z Rosją, a potem jeszcze większym z Austrią, która ma dwóch zawodników w czołowej „20” rankingu światowego. Zresztą w każdym pojedynku turnieju drużynowego to nie my, Polacy, byliśmy faworytami” – przyznał Dryszel.
– Nasi młodsi zawodnicy pokazali, że niektórzy za wcześnie ich skreślili, za szybko określili ich mianem zmarnowanego pokolenia. Na ławce rezerwowych w drużynówce panowała niesamowita atmosfera. Dlatego zagrali lepiej niż tak naprawdę mogli. W singlu nie było już tak dobrze. Największy zawód sprawił Błaszczyk, który przegrał z Constantinem Ciotim. Występ Rumuna był sporym zaskoczeniem, bowiem mówiło się, że ma problemy osobiste. W meczu z Lucjanem grał niesamowicie, wszystko mu wychodziło – ocenił selekcjoner polskiej reprezentacji.
Błaszczyk miałby szansę zdobyć medal pewnie i w mikście, ale zrezygnował z gry w tej konkurencji. – Podobnie postąpiło wielu innych graczy z czołówki. Prawdopodobnie po raz ostatni mikst był w programie mistrzostw Europy. Nie ma nim zainteresowania – stwierdził.
Według Dryszela, największą niespodziankę w ME sprawiła pochodząca z Luksemburga niespełna 44-letnia Ni Xia Lian. – Wróciła do tenisa stołowego po kilkuletniej przerwie i zdobyła srebro. To świadczy o jej dobrej dyspozycji, ale też o słabym poziomie żeńskiego ping-ponga na Starym Kontynencie – zakończył Dryszel.
Jego podopieczni nie mogą liczyć na odpoczynek, bowiem czekają ich starty w lidze niemieckiej, francuskiej oraz polskiej. A już w maju w Zagrzebiu odbędą się mistrzostwa świata.
Foto: Ireneusz Kanabrodzki
Źródło: PAP, INTERIA.PL