Li Qian będzie pierwszą Polką, która zagra w turnieju tenisa stołowego na Olimpiadzie. Kończący się rok był dla „Małej” bardzo udany.
Minęło właśnie dwa miesiące od chwili, kiedy dwudziestojednoletnia tenisistka stołowa Wisanu-Forbet Tarnobrzeg Li Qian otrzymała obywatelstwo naszego kraju. Minął także miesiąc od chwili, kiedy zapewniła sobie udział w turnieju indywidualnym Igrzysk Olimpijskich w Pekinie.
– Imponowała sercem do gry, bardzo przeżywała porażki, ale i bardzo cieszyła się z wygranych. Już wtedy opracowałem dla niej plan długofalowy, który teraz zaczyna przynosić efekty – mówi trener Nęcek.
Nęcek okazał się mistrzem swego fachu. Nie desygnował „Małej” do wszystkich spotkań, nie wysyłał ją zbyt wcześnie na prestiżowe turnieje. Wiedział, że trzeba ją na „szerokie wody” wypuszczać stopniowo. Tak też czynił, realizując swój skrupulatnie ułożony plan wobec swojej podopiecznej.
– Praca z Li Qian oparta jest na programie długofalowym. Naszym celem jest kolejna olimpiada, która w 2012 roku rozegrana zostanie w Londynie. W przyszłym roku „Mała” będzie pierwszy rok seniorka, będzie więc trudno, ale wiem, że da sobie radę – mówi trener Nęcek.
Nie ma też obaw, by Li Qian opuściła nagle Tarnobrzeg i przeszła do jakiegoś silnego finansowo klubu na zachodzie Europy lub w Japonii czy Hongkongu. Takie zakusy już były, ale wszyscy menażerowie wiedzą, że Li Qian jest aktualnie nie do wzięcia. W najbliższych latach będzie rozsławiać imię Polski i Tarnobrzega. Rok temu Li Qian znana była tylko w Polsce i Chinach. Teraz znają ja wszyscy zajmujący się tenisem stołowym.
Autorem tekstu jest Piotr Szpak – podkarpackie Echo Dnia
Komentarz redakcji:
Wszyscy jesteśmy zadowoleni, że mamy „swoją” zawodniczkę na olimpiadzie. Kto by nie był zadowolony, że „ktoś” reprezentuje nasz kraj na tak dużej imprezie. Zresztą, praktycznie w każdej europejskiej drużynie, która chce się liczyć w zmaganiach tenisa stołowego, jest naturalizowana Chinka. Problem polega na tym, że dzięki takim naturalizacjom, coraz trudniej rdzennym Europejczykom jest przebić się choćby na olimpiadę. Może trzeba w końcu to jakoś rozwiązać? Jednak sportem rządzą pieniądze, kto je ma, ten stawia warunki. Chcemy mieć wyniki, to ściągamy do Polski zawodników z Chin. Tylko czy sukcesem takich pingpongistów zachłyśnie się cała Polska? Tak, jak to było za czasów Andrzej Grubby? Śmiem w to wątpić. Niemniej jednak, gratuluję Li Qian zakwalifikowania się na IO.
Foto: Ireneusz Kanabrodzki