Nawet pół miliona złotych może kosztować uczestnictwo w Lidze mistrzyń – ocenia prezes GLKS Nadarzyn, Dariusz Zwoliński. Ze względu na małe zainteresowanie klubów, europejska federacja (ETTU) zawiesiła kobiece rozgrywki w sezonie 2010/2011.
Do Ligi Mistrzów przymierzaliśmy się w ubiegłym roku. Wymogiem podstawowym było zbudowanie na tyle silnego składu, aby ranking trzech pingpongistek (suma ich punktów z listy światowej ITTF – PAP) pozwolił na znalezienie się w najlepszej ósemce Champions League – powiedział Dariusz Zwoliński, szef żeńskiego wicemistrza Polski z podwarszawskiego Nadarzyna.
Prezes GLKS Nadarzyn prowadził negocjacje z zawodniczką z Singapuru, która od paru lat klasyfikowana jest w pierwszej dziesiątce rankingu ITTF. Na warunki polskiej ekstraklasy Azjatka byłaby gwiazdą. „Jej zatrudnienie byłoby jednak bardzo kosztowne. Za występ w Lidze Mistrzów czy ekstraklasie życzyła sobie 3,5 tys. euro. Jeśli doliczymy przeloty, noclegi itd., wówczas jedno spotkanie z jej udziałem wyniosłoby nas, w przeliczeniu, 20-21 tys. złotych. To oznaczałoby wydatek nawet ćwierć miliona złotych za jej grę w danym sezonie w Lidze Mistrzów. A w sumie pół miliona złotych, bo trzeba doliczyć koszty gry dwóch pozostałych pingpongistek” – dodał Zwoliński.
W 2005 roku kobieca LM zastąpiła Puchar Europy. Odbyło się pięć edycji, szóstej na razie nie będzie. „Zgłosiło się mniej niż sześć drużyn, a to za mało aby rozpocząć rywalizację” – poinformował prezydent ETTU Włoch Stefano Bossi.
Koszty transportu czy dwutysięcznego (w euro) wpisowego, to stosunkowo nieduże sumy. Znacznie droższy byłby marketing. ETTU wymaga, żeby znaleźć stację telewizyjną, która pokaże mecze LM. Ich oprawa, a także inne działania promocyjne sprawiają, że w przypadku gier grupowych koszty powiększają się o 60-80 tys. złotych. Z drugiej strony europejska federacja nie przyznaje premii za poszczególne zwycięstwa w rozgrywkach, więc kluby nie mają motywacji finansowej – stwierdził prezes klubu z Nadarzyna. /PAP, Onet/