4 października w wieku 40 lat zmarł Michał Kozak, były zawodnik ekstraklasy tenisa stołowego, strażak, kolega, drużynowy mistrz Polski amatorów i drużynowy wicemistrz Polski strażaków.
Pogrzeb śp. Michała Kozaka odbędzie się 11 października o godz. 12:45 na cmentarzu rzymskokatolickim pw. św. Wojciecha przy ul. Kurczaki 81 w Łodzi.
Wyrazy współczucia dla rodziny i bliskich.
Paweł Gąsiorski
Wspomnienie o Michale
W wieku czternastu lat tenis stołowy stał się moim ukochanym sportem. Pośrednio dzięki temu zacząłem pracować w Państwowej Straży Pożarnej. W ciągu ostatnich dziesięciu dni byłem świadkiem dwóch zgonów, co miało związek z wezwaniami na służbie. Ale ten trzeci, poza praca, najbardziej mną wstrząsną. Zmarł mój bliski kolega.
Zapewne do wielu z Was dotarła już wiadomość o nagłej śmierci Michała Kozaka. Niestety, to prawda. Zmarł nagle w domu w poniedziałkowe przedpołudnie. Dla strażaków-tenisistów to niespodziewana i szokująca informacja. Wielu z nas pamięta Michała z zawodów. Największy sportowy sukces to srebrny medal drużyny w roku 2011. Wraz z Tomaszem Masicą (dzisiaj oficerem Wojska Polskiego), Markiem Winnickim, Markiem Stępniem i Pawłem Kępińskim. Jedenaście lat temu w Centralnej Szkole PSP i obiektach Akademii Jana Długosza w Częstochowie odbyły się XXVIII Mistrzostwa Polski zakończone dla łodzian świetnym wynikiem. Dwa lata wcześniej w 2009 roku graliśmy wspólnie jako reprezentanci Komendy Wojewódzkiej Łódź i w Rzeszowie zdobyliśmy medal brązowy. Z tym że moja rola sprowadzała się bardziej do oklaskiwania kolegi niż grania.
Na łódzkim podwórku Michał reprezentując Jednostkę nr 9 zdobył kilkanaście medali. Niestety, nie ma dokładnych statystyk, ale pracując siedemnaście lat z każdych mistrzostw Łodzi przywoził dwa medale: jeden w kategorii drużynowej i drugi indywidualnie. W zeszłym roku z Michałem wystąpiliśmy w finale. Trudno uwierzyć, że więcej nie zagramy.
We wrześniu zeszłego roku w Gliwicach, podczas XXXVII Mistrzostwa Polski Strażaków w Tenisie Stołowym Michał przy pingpongowym stole spotkał wielu z nas. Będziemy żegnać mistrza województwa łódzkiego strażaków z Pątnowa z 2012 roku.
Warto wspomnieć, że Michał w grał w polskiej ekstraklasie tenisa stołowego, gdzie reprezentował barwy PKTS Pabianice, a później MKS „Jedynka” Łódź. To garść sportowych informacji. Te bardziej istotne na zawsze pozostaną w naszych sercach. W 2006 roku przyszedłem na służbę do Jednostki Ratowniczo-Gaśniczej nr 9 w Łodzi. Wtedy w czerwcową wiosnę wspólnie zaczęliśmy służyć. Kilkanaście lat razem.
A czasem bywało tak…
Wigilia. Zaproszony komendant miejski. W jednostce zamieszanie, bo wizyta komendanta nie zdarza się zbyt często. Michał przywozi grzyby, które myje i gotuje zupę.
Kilka minut przed przyjazdem gości Darek przelewa zupę do wazy.
– Kurczę, chłopaki, w tej zupie pływają robaczki! – krzyczy.
– To nie gadaj, tylko wyławiaj – odpowiada natychmiast Michał. – O Boże, ale wtopa i to przed komendantem!
Siadamy wszyscy przy stole. Zupa oczyszczona z robaczków. Komendant na miejscu honorowym sprawdza, jak smakuje.
– No, panowie – mówi z przekonaniem – pyszna zupka, kto gotował?
Jedziemy do wypadku. Na miejscu samochód rozbity na drzewie. W środku zakleszczony mężczyzna. Michał idzie pierwszy, ja za nim z torbą medyczną. Podbiega do auta. Bada tętno.
– Piotrek, on chyba nie żyje – mówi szybko, odwracając się w moją stronę.
Za nami idzie dowódca.
– Ej! Panowie, jak nie żyje, jak ręką rusza!?
Te wspomnienia z jednej strony wywołujące uśmiech, z drugiej przywołujące takie skojarzenie, że Michał później już nie popełniał błędów. Stał się stuprocentowym profesjonalistą. Efektem profesjonalizmu i zaangażowania było wyróżnienie najlepszego strażaka JRG 9, które wręczali prezydent Łodzi i łódzki komendant miejski. W nagłówkach gazet możemy dziś odnaleźć informację o czarnej serii strażaków. Duże czarne litery w nas uderzają. Sam zastanawiałem się, jakim przymiotnikiem lub przymiotnikami najlepiej określić śp. Michała. Znalazłem dwa: wesoły i błyskotliwy. Służby z nim były zawsze pełne żartów i uśmiechu. Choć dzisiaj się wszyscy się smucimy, to zapewne towarzyszyć nam będzie wspomnienie niezwykle wartościowej osoby. Trudno nam pogodzić się z faktem odejścia młodego człowieka. Michał miał zaledwie 40 lat. Kilka dni temu wrócił ze szkolenia w Wielkiej Brytanii, bo pracował także jako strażak w lotniskowej straży pożarnej na łódzkim lotnisku „Lublinek”.
My jesteśmy pewni, w przypadku Michała powiedzenie, że nie ma ludzi niezastąpionych nie ma zastosowania. Za wcześnie na wieczną służbę. Stanowczo za wcześnie.
Piotr Radosław Zawada