Wszystko inne niż medal w mojej karierze nic nie zmieni – uważa Lucjan Błaszczyk, który będzie liderem polskiej reprezentacji w tenisie stołowym na mistrzostwa Europy w Stuttgarcie (13-20 września).
„Miejsca w ósemce czy szesnastce są satysfakcjonujące, ale wszystko inne niż medal w mojej karierze nic nie zmieni. Liczę, że stać mnie na zdobycie go w singlu. Czas coś dorzucić do swojej kolekcji” – powiedział Błaszczyk, 11-krotny medalista czempionatu kontynentu, ale „tylko” w deblu, mikście i drużynówce.
W dwóch ostatnich edycjach ME w meczach o złoto Niemiec Timo Boll wygrywał z Białorusinem Władimirem Samsonowem. Również oni są faworytami tegorocznej rywalizacji.
„Boll zmaga się od dłuższego czasu z kontuzją pleców. W jego przypadku to rodzinna dolegliwość, bowiem takie same problemy miał ojciec. Timo nie grał przez sześć tygodni, a wystarczyło parę dni treningów, aby pokonał Chińczyka Ma Longa. Taki to talent – mówił Błaszczyk o niemieckim pingpongiście.
„Wołodia (Samsonow – PAP) również będzie bardzo groźny. On zdaje sobie sprawę, że ma mniejsze szanse w rywalizacji z Chińczykami, lecz na naszym kontynencie to absolutna czołówka. Na stałe mieszka w słonecznej Grenadzie, ale już nie gra w tym hiszpańskim mieście. Na spotkania ligowe lata samolotem do Rosji” – dodał polski tenisista stołowy.
Niespełna 35-letni Błaszczyk od lat zalicza się do szerokiego grona wyróżniających się zawodników z Europy, ale zawsze czegoś brakuje do pełni szczęścia.
„Tym razem jest zdecydowanie lepiej. W Bundeslidze łatwo pokonałem Serba Aleksandara Karaksevicia, z którym wcześniej parę razy przegrałem. Znacznie lepiej jest ze zdrowiem, choć troszkę pobolewa mnie kolano. Najlepsza wiadomość to taka, że zostanę ojcem! Żona ma termin na 28 lutego 2010 roku” – pochwalił się zawodnik Zugbruecke Grenzau. /PAP, Onet/