Dziś miałem okazję oglądać półfinałowy pojedynek tenisistów stołowych turnieju drużynowego igrzysk olimpijskich w Pekinie, w którym to Niemcy zmierzyły się z Japonią.
Zdecydowanymi faworytami tego spotkania byli Europejczycy, jednak wszystko się mogło zdarzyć.
W pierwszej grze zmierzyli się: Dimitrij Ovtcharov i Yo Kan. Obydwaj zawodnicy zaprezentowali tenis stołowy na najwyższym światowym poziomie. Widać było, że Niemcy trenowali zagrania topspinowe z bekhendu po prostej, bo to co wyprawiał Ovtcharov było niesamowite i powodowało olbrzymi aplauz ze strony kibiców zgromadzonych na hali. Kan popisywał się natomiast wspaniałymi kontra-topspinami ze stołu, przez co gra obu zawodników była bardzo ciekawa. Jednak zwycięzca mógł być tylko jeden. Niemiec w pięciu setach pokonał Japończyka i jak się okazało, była to najważniejsza wygrana w całym pojedynku.
Druga partia miała być równie zacięta, co pierwsza. Miała, bo nie była. Ulubieniec miejscowej publiczności – Niemiec Timo Boll zmierzył się z byłym mistrzem świata juniorów, Jun Mizutanim. Mecz ten był praktycznie do jednej bramki, poza drugim setem, w którym to Japończykowi udało się wygrać. Boll pewnie pokonał Mizutaniego 3:1.
Debel rządzi się swoimi prawami. Tak też było tym razem. Mizutani i Seiya Kishikawa okazali się za mocni na bardzo dobrze grającego Ovtcharova i popełniającego zbyt dużo błędów Christiana Suessa, wygrywając 3:1, przez co Niemcy prowadzili z Japonią już tylko 2:1.
W kolejnym pojedynku zapowiadało się na łatwą wygraną Kan Yo w meczu z Christianem Suessem. Jednak na początku było zupełnie inaczej. Niemiec grał znakomicie. Suess w pierwszych dwóch setach zaserwował dwa asy serwisowe! Japończyk kompletnie nie radził sobie z serwisem Suessa. Ale do czasu. Przy stanie 2:0 i 8:4 dla Niemca, w Japończyku nagle coś drgnęło. Zaczął coraz lepiej grać. Mimo iż Niemiec miał nawet piłkę meczową (10:9), ale nie umiał skończyć tej partii. Od tej pory inicjatywę przejął Japończyk, który doskonale grał do stanu 2:2 w setach i 9:9. Przy takim wyniku wszystko może się zdarzyć. Wszystko zależało od odporności psychicznej obu zawodników. W piątym secie Niemiec miał kolejne dwie piłki meczowe i półgórna piłkę na skończenie partii. Niestety, po mimo piłek meczowych Niemca, to spotkanie skończył Kan Yo, który wygrał ostatniego seta 13:11 i doprowadził do remisu 2:2 w całym spotkaniu.
Do ostatniej partii podeszli Boll i Kishikawa. Zdecydowanym faworytem w tym meczu był Boll. Jednak Niemiec męczył się z Japończykiem niemiłosiernie. Wygrał pierwszego seta, przegrał następnego. Wygrał trzeciego, przegrał czwartego. O awansie do finału olimpijskiego zadecydował piąty, ostatni set. A w nim już Niemiec zagrał znakomicie. Japończyk walczył, ale nie dal rady wygrać. Boll zakończył seta 11:5, mecz 3:2 i pojedynek 3:2 dla Niemiec. Dzięki czemu dał Niemcom pierwszy w historii finał olimpijski w tenisie stołowym. Ale to nie koniec atrakcji. Po ostatniej akcji Boll przewrócił się na ziemię i zaczął płakać ze wzruszenia. Wszystko to w obięciach całej niemieckiej drużyny. Muszę przyznać, że pierwszy raz widziałem zawodnika grającego na tak znakomitym poziomie, który płacze. I co najważniejsze, nie wstydził się swojego wzruszenia.
W finale Niemcy spotkają się z gospodarzami igrzysk, którzy dość łatwo ograli Koreańczyków 3:0.
Wyniki półfinałów:
Japonia – Niemcy 2:3
KAN Yo – OVTCHAROV Dimitrij 2:3 (-7, 11, -11, 9, -10)
MIZUTANI Jun – BOLL Timo 1:3 (-5, 8, -4, -7)
KISHIKAWA Seiya/MIZUTANI Jun – SUSS Christian/OVTCHAROV Dimitrij 3:2 (-4, 6, 9, 12)
KAN Yo – SUSS Christian 3:2 (-5, -8, 10, 9, 11)
KISHIKAWA Seiya – BOLL Timo 2:3 (-7, 10, -6, 8, -5)
widzów ok. 6500
Chiny – Korea Południowa 3:0
MA Lin – OH Sang Eun 3:2 (8, -7, -10, 11, 5)
WANG Hao – RYU Seung Min 3:1 (7, -6, 9, 6)
WANG Liqin/WANG Hao – YOON Jae Young/OH Sang Eun 3:0 (4, 6, 4)