To był turniej mojego życia. Od dawna nie miałem żadnej kontuzji i mogłem spokojnie trenować – przyznał 28-letni duński tenisista stołowy Michael Maze, który zdobył w Stuttgarcie złoty medal mistrzostw Europy w grze pojedynczej.
Wcześniej złoto mistrzostw kontynentu wywalczył tylko w drużynówce – w Aarhus w 2005 roku.
„Nigdy wcześniej nie prezentowałem się lepiej. Od 16 lub 17 miesięcy urazy nie zakłócały moich treningów. Wcześniej miałem problemy z plecami, niby grałem, ale bolały mnie i nie byłem w najwyższej dyspozycji. Poza tym dobrą decyzją było wycofanie się z udziału w grze deblowej” – powiedział Maze, który w półfinale ME pokonał broniącego tytułu Niemca Timo Bolla 4:3, a w finale wygrał z Austriakiem Wernerem Schlagerem.
Kilka dni przed ME Maze zdecydował, że nie wystąpi w deblu z Finnem Tugwellem. W ich dorobku był brąz z igrzysk olimpijskich w Atenach. „Kiedy zobaczyłem plan gier, uznałem, że to najlepsze rozwiązanie. Nie dałbym rady grać tak dużo, a poza tym mnóstwo czasu poświęcamy na treningi, masaże, konferencje prasowe” – stwierdził.
Maze podkreślił wspaniałe zachowanie publiczności w Porsche Arena w Stuttgarcie. „Grałem w Bundeslidze, więc miałem trochę kibiców za sobą – mówił Duńczyk. – Obecnie występuję w Roskilde Btk 61, ale być może ktoś zaproponuje mi dobry kontrakt i wrócę do ligi niemieckiej” – dodał.
W Stuttgarcie Duńczycy wywalczyli też srebro w zawodach drużynowych, a najlepszym zawodnikiem był Maze. W finale z Niemcami (2:3) pokonał i Bolla, i Christiana Suessa.
Polacy sięgnęli w ME-2009 po dwa srebrne medale: w drużynówce kobiet (Li Qian, Xu Jie, Natalia Partyka oraz rezerwowe Magdalena Szczerkowska i Katarzyna Grzybowska) i deblu mężczyzn (Lucjan Błaszczyk i Wang Zeng Yi). /PAP, Onet/